Walentynki potrafią dokładać presję. Że trzeba coś czuć, z kimś być, coś dostać albo wyglądać w określony sposób. A ja chcę dziś powiedzieć coś zupełnie innego.
Walentynki nie muszą być o relacji z kimś. Mogą być o relacji ze sobą 🩷
Miłość do siebie to nie wielkie deklaracje ani idealne poranki. To codzienne, małe decyzje. To moment, w którym nie dokładasz sobie kolejnych wymagań. To zgoda na to, że jesteś wystarczająca taka, jaka jesteś dziś.
To także sposób, w jaki traktujesz swoje ciało. Czy słuchasz jego sygnałów. Czy wybierasz ruch, który Cię wzmacnia, a nie karze. Czy pozwalasz sobie na trening jako formę troski, a nie obowiązku do odhaczenia.
Miłość do siebie to również zgoda na różne dni. Na energię i jej brak. Na motywację i momenty, kiedy jej nie ma. Proces nie musi być idealny, żeby był wartościowy.
W te Walentynki nie życzę Ci więcej presji.
Życzę Ci spokoju.
Relacji, w których możesz być sobą.
Ciała, które traktujesz z szacunkiem.
I odwagi, żeby częściej być po swojej stronie.
Jeśli dziś zrobisz coś tylko dla siebie, to są dokładnie takie Walentynki, jakie mają sens 🩷